Depilacja, a epilacja

Włosy pod pachami, w okolicach bikini, zarośnięte łydki czy zrośnięte brwi są dziś po prostu nie do
pomyślenia. Zarówno ze względów estetycznych, jak i higienicznych. Tradycyjna depilacja jest
jednak uciążliwa, czasochłonna i nieekologiczna. Dzięki epilacji możemy efektywnie i trwale
pozbyć się niechcianych włosków.

Pojęcia „depilacja” i „epilacja” często są stosowane zamiennie. Te słowa brzmią bardzo podobnie, a
dodatkowe zamieszanie wprowadziło mówienie o „depilacji laserowej”, która tak naprawdę jest
właśnie epilacją. Bo depilacja to usunięcie tzw. łodygi włosa, czyli tej jego części, którą widzimy na
skórze. Czasem (na przykład w trakcie depilacji woskiem) pozbędziemy się także cebulki. W
skórze pozostaną jednak mieszki i macierz włosa, więc tak usunięty włos będzie odrastał. Zależnie
od tego, jaką metodę depilacji wybierzemy, proces odrastania rozpocznie się szybciej lub nieco
później. Jest jednak nieunikniony. Epilacja działa właśnie na te części włosa, które umożliwiają
jego regenerację. „Wyłącza” je, sprawiając, że problem niechcianego owłosienia mamy z głowy na
zawsze.

Jedną z najbardziej popularnych metod walki z owłosieniem jest używanie maszynki do
golenia. Ten sposób jest dość szybki i zwykle bezbolesny. Niestety trzeba go bardzo często
powtarzać, wiąże się z nim ryzyko skaleczeń, włosy zwykle odrastają silniejsze i ciemniejsze. No i
zasypujemy planetę stosami plastikowych maszynek, co stanowczo nie jest dziś trendy. Podobnie
nieekologiczne jest także opróżnianie kolejnych tubek czy aerozoli z kremami i piankami do
depilacji. Takie chemiczne rozpuszczanie włosa często nie pozostaje bez wpływu na skórę, którą
narażamy na wystąpienie podrażnień czy alergii. Używanie depilatora jest bolesne, czasochłonne, a
wielokrotne powtarzanie takiego zabiegu może się skończyć nieestetycznym zapaleniem mieszków
włosowych. Równie trudne do zniesienia jest wyrywanie włosów woskiem czy pastą cukrową.
Włosy odrastają nieco wolniej, ale odrastają. To, że z czasem będą się osłabiać, też wcale nie jest
tak korzystne, jak to się może z pozoru wydawać. Słaby włos nie przebija się przez naskórek i nie
da się go wyrwać czy zgolić bez wcześniejszego „wydłubania go” ze skóry np. pęsetą. Zarówno
depilator, jak i wosk czy pasta cukrowa wymagają „zapuszczenia” włosów do długości co najmniej
5 mm, aby dało się je chwycić i wyrwać. Latem, w czasie urlopu czy przy regularnym korzystaniu z
basenu lub siłowni jest to bardzo kłopotliwe.

Zabiegi epilacji wpływają na macierz i mieszek włosa, czyli jego żywe części. Po kilku
wizytach w salonie możemy zapomnieć o maszynkach, depilatorach czy hodowaniu włosów na
nogach i pod pachami, aby usunąć je woskiem. Epilację trzeba kilka razy powtórzyć, bo działa
tylko na te włosy, które są w danym momencie w fazie wzrostu (a mogą być akurat w fazie zaniku
lub wypadania). Poszczególne włosy w danej okolicy są w różnych fazach, więc nie da się tak
zaplanować zabiegu, by trafić akurat na etap wzrostu wszystkich włosków. Fazy wzrostu trwają od
czterech do ośmiu tygodni (zależnie od okolicy ciała i charakterystyki włosa), więc właśnie takie
przerwy przewidujemy między kolejnymi wizytami u specjalisty od epilacji.

W przeciwieństwie do depilacji powszechna wiedza o metodach epilacji jest dość skromna.
Najbardziej znana technika to laser. Wiązka lasera jest ustawiona tak, aby trafić w mieszek i
zniszczyć go. Światło lasera jest kierowane w miejsce, gdzie jest najwięcej melaniny, czyli
barwnika odpowiadającego za to, jak ciemne włosy rosną na naszym ciele. Dlatego w wypadku
jasnych włosów zwykły laser może być mało skuteczny. Ale mieszki, z których wyrastają ciemne
włosy, nie mają szansy przetrwać. Przed zabiegiem można schłodzić skórę lub posmarować ją
maścią znieczulającą, aby zmniejszyć nieprzyjemne doznania.

Mniej popularna (choć starsza) jest elektroliza. W tym zabiegu niszczymy mieszki za
pomocą prądu. Niestety aby zniszczyć zaledwie jeden mieszek, prąd musi na niego działać aż pół
minuty, więc zabieg może trwać bardzo długo. Zabieg usuwania mieszków prądem zmiennym o
wysokiej częstotliwości nazywamy z kolei termolizą. Tu do zniszczenia macierzy wystarczy
zaledwie kilka sekund. Połączeniu elektrolizy z termolizą nadano nazwę blend. Blend przynosi
niezawodne efekty.

Świetnym rozwiązaniem jest tzw. technologia multiaplikacyjna, czyli wykorzystanie wielu
różnych rodzajów światła: UV, IPL, laserów diodowych. Taki zabieg trwa krótko, nie boli i
przyniesie doskonałe efekty zarówno u brunetek, jak i blondynek ze Skandynawii.

Metod pozbywania się nieestetycznego owłosienia jest tak dużo, że trudno o
usprawiedliwienie dla zarośniętych pach czy włosów wyglądających spod bikini. Warto jednak
wybrać taką, która przyniesie wymarzony efekt – zadziała na zawsze.

You May Also Like

Boyzilian, czyli mężczyźni i epilacja

Czym jest HA?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.